Opinie

Aleksandra mama podopiecznego z 2015 roku pacjentka poradni do 2016roku
Aleksandra mama podopiecznego z 2015 roku pacjentka poradni do 2016roku

Mój syn był w ośrodku 8 m-cy, ale praca terapeutów i czas który spędził w Domu Nadziei owocuje do dziś . To czego doświadczyliśmy w tym miejscu jest bezcenne, bo czy można wycenić życie dziecka ? Uważam, że pobyt mojego syna w ośrodku uratował mu życie, które niewątpliwie mógł stracić biorąc narkotyki.
Kiedy szukaliśmy ośrodka w którym mógłby podjąć terapię i przeczytałam - katolicki ośrodek to pomyślałam, że ktoś będzie oceniał czy jesteśmy dobrymi katolikami. Nikt tutaj nie oceniał mojego życia.
Jedynym warunkiem była nasza dobrowolna chęć do zmiany, bo nie tylko leczył się mój syn, ale również ja. Gdy dziecko bierze narkotyki choruje cała rodzina. Spotkałam tu bardzo dobrych terapeutów, którzy czasem jednym zdaniem potrafili zmienić mój błędny tok postrzegania rzeczywistości. Do tej pory myślałam, że jak wszystko za syna załatwię i wyciągnę z kłopotów to mu pomagam, a to wręcz odwrotnie. Pomagałam mu w ten sposób uniknąć konsekwencji tego co robił.
Syn z kolei potrzebował uwierzyć w to, że sam potrafi podejmować właściwe decyzje i radzić sobie w życiu.
W Domu Nadziei panuje szczególna atmosfera – to nie tylko życzliwość i zrozumienie, ale czuje się tutaj działanie „siły wyższej”…może to dzięki Kaplicy, która znajduje się wewnątrz budynku, a może to właśnie wyjątkowy zespół terapeutów tworzy ten klimat. Mówiąc niekonwencjonalnie – przyłożyli mi takim dobrem, że do dziś mnie trzyma. Szczególnie jestem wdzięczna mojemu terapeucie z poradni – Łukaszowi Herduś, że pomógł mi odnaleźć drogę którą nadal podążam. To nie jest tak, że teraz w życiu mam tylko pięknie i cudownie, kłopoty i problemy też się pojawiają, ale teraz potrafię sobie z nimi już inaczej radzić.
Zobacz plik PDF Zobacz plik PDF
Tomasz - neofita z 2016 roku
Tomasz - neofita z 2016 roku

"Dom Nadziei" dał mi dom - prawdziwy dom. Dziękuję
Zobacz plik PDF Zobacz plik PDF
Martin - neofita z 2015 roku
Martin - neofita z 2015 roku

Dom Nadziei jest miejscem, w którym tak jakby zacząłem widzieć, zacząłem na prawdę żyć, cieszyć się z relacji. Przede wszystkim pokazało mi, że mogę żyć normalnie bez narkotyków - cieszyć się z tego, co robię i kim jestem. Docenić siebie i ludzi wokół mnie. Zrozumieć, że tak naprawdę Ci ludzie są najważniejsi i relacje z nimi warto pielęgnować. Dom Nadziei jest niesamowitym miejscem, w którym doświadczyłem mnóstwa ciepła, bliskości jak i również nabyłem sporo zdolności przydatnych w codziennym życiu jak np. gotowanie. Było tez sporo przykrości. Pokonałem trudności i wiele razy było mi ciężko, tego nie da się opisać. Włożyłem ogromną pracę i przezwyciężyłem swoje słabości. Ośrodek to bardzo specyficzne miejsce :)  Teraz podejmuje sam decyzje o swoim życiu. To w jakim miejscu stoję i to, że cieszę się z życia na trzeźwo, zawdzięczam DOMU - DOMU NADZIEI!:).
Zobacz plik PDF Zobacz plik PDF
Sebastian - neofita z 2014 roku
Sebastian - neofita z 2014 roku

"Dom Nadziei jest miejscem do którego przychodzimy bo nie dajemy sobie rady z sobą samym, nie potrafimy rozmawiać z innymi na trzeźwo, docenić samego siebie czy też w swoim życiu nie natrafiliśmy na kogoś kto poświęcał by nam swój czas. Jestem osobą która ukończyła terapię w tym miejscu, który teraz nie potrafię nazwać inaczej jak prawdziwy dom ;) Włożyłem dużo wysiłku i wiele kosztowało osiągnięcie tego co mam .. Ale mogę zaświadczyć całym sobą że ten dom jest najlepszym co mnie w życiu spotkało ;) Nabyłem wiele umiejętności, robiłem tam rzeczy których nigdy nie odważyłbym się zrobić, poznałem ludzi dla których jestem ważny i Oni są mi bardzo bliscy.. Krótko mówiąc moje życie obróciło się do góry nogami ;) A to wszystko zawdzięczam FUNDACJI DOM NADZIEI ;)
Zobacz plik PDF Zobacz plik PDF
Elżbieta, matka neofity, ukończył terapię w 2011 roku
Elżbieta, matka neofity, ukończył terapię w 2011 roku

"Jestem matką 19 letniego Adama. Mój syn kilka miesięcy temu zakończył leczenie w Katolickim Ośrodku „Dom Nadziei” w Bytomiu. Dom Nadziei, to nie tylko budynek, to przede wszystkim stan mojego ducha. Harmonia, spokój, myśl o bezpieczeństwie mojego dziecka. Wszystko to, co pozytywnie się kojarzy z domem rodzinnym. Tym fizycznym i  tym wewnętrznym, będącym w sercu. No i nadzieja że syn wyjdzie na prostą, że stanie się lepszym człowiekiem, że sobie poradzi w trudnym dorosłym życiu, a przeszkody pojawiające się w przyszłości bez problemu przeskoczy, a może ich nawet nie zauważy, bo przecież rósł w duchu przez cały czas terapii.
Wszystko co wynoszę z ośrodka i z czym będzie mi się kojarzył Dom Nadziei, jest jak z prawdziwego domu. Łzy, rozpacz, dramat dzieci i rodzin, ale też radość, spokój i myśl o tym, że każdy kto przejdzie przez tę terapię będzie miał przed sobą szczęśliwe jutro. Dziękuję Bogu i wspaniałym terapeutom za ofiarowanie synowi i całej rodzinie DRUGIEGO ŻYCIA”

Zobacz plik PDF Zobacz plik PDF
Nina, w Domu Nadziei w 2008 roku
Nina, w Domu Nadziei w 2008 roku

"Do Domu Nadziei przyjechałam w marcu 2008 roku. Na początku zależało mi głównie, aby być daleko od domu, rodziny i szkoły. Twierdziłam oczywiście, że nie jestem uzależniona i nie mam z niczym problemu, ale członkowie społeczności uświadomili mi, że nie jest tak kolorowo jak sobie wyobrażam. Z czasem zaaklimatyzowałam się oraz poprawiłam relacje z rodzicami, a także zaczęłam przyglądać się swojemu zachowaniu i zaczęłam pracę nad sobą. [...] W pewnym momencie zaczęłam zauważać, że rzeczywiście dane sytuacje się powtarzają i trzeba było coś z tym zrobić i tak zaczęłam patrzeć szerzej czyli w głąb siebie. Nauczyłam się, że bez pracy nie ma kołaczy, że jeżeli nie będę nad sobą pracować to nie zrobię żadnego kroku w przód. […] Podeszłam do matury będąc jeszcze w ośrodku. Aktualnie jestem na 3 roku studiów licencjackich. Studiuję arteterapie i animację kultury. Moim celem w przyszłości jest założenie własnego ośrodka[…] Nie patrzę za siebie, to co było już minęło i tego nie zmienię. Mogę jedynie patrzeć w przyszłość i pracować nad tym co mogę jeszcze zmienić oraz rozwijać się i poszerzać obszar zainteresowań”
Zobacz plik PDF Zobacz plik PDF
Mariusz przebywał w Domu Nadziei w 2005 roku
Mariusz przebywał w Domu Nadziei w 2005 roku

"Sześć lat temu trafiłem do Domu Nadziei. Nie sądziłem, że to coś zmieni. Jednak ośrodek otworzył mi oczy, wybudził z amoku. Szybko zobaczyłem, że nie tylko ja mam problem i nie jestem z tym sam. Ośrodek nauczył mnie ciężkiej pracy nad sobą i zdrowych kontaktów z ludźmi oraz wiary we własne siły i naprawiania własnych błędów. Zobaczyłem wiele wspaniałych miejsc, takich jak: Rzym, gdzie odwiedziłem grób Jana Pawła II, byłem na obozie żeglarskim na Mazurach, na spływie kajakami Czarną Hańczą oraz Wdą, poszedłem na pielgrzymkę do Częstochowy, a na Krakowskich błoniach widziałem Papieża Benedykta XVI. To w ośrodku zacząłem trenować Capoerię oraz nauczyłem się jeździć na snowboardzie. Po terapii musiałem zacząć wszystko od nowa, ale dzięki niej byłem na to gotowy, terapia rodzin naprawiła moje relacje z rodzicami i dzięki temu miałem od nich ogromne wsparcie. Dziś po tych 6 latach założyłem już własną rodzinę, mam wspaniałą córeczkę i równie cudowną dziewczynę. Potrafię o nie zadbać i wiem, że będę dobrą głową rodziny.[…] To wszystko dzięki Fundacji „Dom Nadziei”, ciężkiej pracy terapeutów oraz pomocy społeczności. Ośrodek uratował mi życie i bardzo się cieszę, że robi to dla ludzi nadal i to z coraz większym zapałem. Nie zapomnę o was i dziękuję wam kochani !!!”
Zobacz plik PDF Zobacz plik PDF
Mateusz przebywał w Domu Nadziei w latach 2000-2001
Mateusz przebywał w Domu Nadziei w latach 2000-2001

"O ośrodku "Dom Nadziei" mógłbym mówić wiele, ale skupie się na najważniejszych według mnie rzeczach. I choć nie ukończyłem terapii, pobyt w ośrodku był najważniejszym wydarzeniem w moim życiu. Mogę śmało powiedzieć, że własnie to miejsce wraz z kadrą terapeutyczną uratowało moje życie przed tragiczną śmiercią do jakiej prowadzi uzależnienie od amfetaminy. Ogromna wiedza o uzależnieniach i jej mechanizmach jaką tam uzyskałem, pozwoliła mi wybrnąć z aktywnego uzależnienia później, już po mojej ucieczce z ośrodka. Do dziś dziękuję Bożej Opatrzności za opiekę i to, że trafiłem właśnie do takiego ośrodka. [...] Z zawodu jestem masażystą, ale marzą mi się studia, myślę o filozofii albo antropologii kultury. Czas pokaże. Uprawiam również sport, ale tak bardziej w zaciszu domowym dla siebie, ale co najważniejsze dzisiaj jestem trzeźwy i nie biorę narkotyków!"
Zobacz plik PDF Zobacz plik PDF