32 286 06 23

30 na 30 odc. 9

„30 na 30” to cykl 30 historii podopiecznych Domu Nadziei, którzy na przestrzeni 30 lat działalności Fundacji skorzystali z naszej pomocy. Niektórzy z nich pokażą się czytelnikom, inni chcą pozostać anonimowi.

Dla nas najważniejsze jest by pokazać Wam, że nadzieja, którą siejemy w tych ludziach przynosi piękne owoce. 🍓🍒🍎

Zapraszamy do lektury.

Odcinek 9 Debora

Mam na imię Debora. Trafiłam do Ośrodka 23 lata temu. Z tego co pamiętam było to 8 grudnia 2002 roku. Miałam wtedy 16 lat. W dniu mojego przyjęcia kończył leczenie Rafał. Była też obchodzona kolejna rocznica Domu Nadziei.

Zanim trafiłam do Ośrodka byłam bardzo niedostosowanym społecznie człowiekiem. Miałam bardzo dużo deficytów. Nie miałam łatwego życia. Mam w swoim życiorysie kilkuletni pobyt w Domu Małego Dziecka, traumatyczny czas z domu rodzinnego, kolejna placówka, rodzina zastępcza, terapię w Ośrodku i powrót do Domu Dziecka.

Uwagę na moje uzależnienie zwróciło raczej moje najbliższe otoczenie. Rodzona siostra z partnerem, rodzice zastępczy i szkoła.

Kiedy rozpoczynałam terapię nie miałam wewnętrznej motywacji. Myślę, że chciałam udowodnić przede wszystkim moim rodzicom zastępczym, że mogę się zmienić.

Czy miałam obawy przed rozpoczęciem terapii? Było ich bardzo dużo. Głównie to, że nie będę potrafiła przestrzegać zasad panujących w Ośrodku, i że najzwyczajniej w świecie nie dam rady ukończyć terapii. Perspektywa rocznego pobytu w Domu Nadziei wydawała mi się nierealna.

Z tego co się orientuję, przed laty były w Polsce tylko dwa ośrodki leczenia uzależnień dla dzieci i młodzieży. Mogę być w błędzie. Mieszkałam w Gliwicach i naturalnie wybór padł na placówkę wtedy jeszcze Bytomiu Bobrku. Dodatkowym atutem był fakt, że Dom Nadziei to ośrodek chrześcijański.

Moi rodzice zgłosili się do Punktu Konsultacyjnego (tak to się chyba nazywało). Dostałam skierowanie na detoks. Po ukończonym odtruciu z amfetaminy trafiłam do Ośrodka.

Przez pierwsze tygodnie kompletnie nie rozumiałam tego, co się dzieje dookoła mnie. Wszystko było dla mnie po prostu za trudne.

W trakcie terapii uciekłam z Ośrodka. Tak się złożyło, że wróciłam do Domu Nadziei. Dostałam drugą szansę. Niedługo po tym została sądownie rozwiązana rodzina zastępcza. To było moje jedno z najtrudniejszych doświadczeń życiowych. Bardzo źle to zniosłam. Prowadzono wtedy moją sprawę o demoralizację, w wyniku której otrzymałam sądowny przymus leczenia. Oznaczało to, że muszę ukończyć terapię w jakimś ośrodku. Dodam, że w trakcie mojego leczenia w Domu Nadziei moich rodziców zastępczych odwiedzał śledczy. Pobyt w Ośrodku dawał mi pewnego rodzaju ochronę przed przykładowo pobytem w poprawczaku.

Dopiero po powyżej opisanych doświadczeniach zrozumiałam, że potrzebuję pomocy od innych, że nie radzę sobie z życiem i moje pomysły na siebie wyczerpały się.

Jestem przekonana, że wiara w Boga była dla mnie siłą napędową w terapii. Pamiętam, że kiedy trafiłam do Domu Nadziei moja więź z Nim była znikoma. Nieraz podczas wspólnych modlitw w kaplicy modliłam się: „Boże, jeżeli jesteś to spraw żebym w Ciebie uwierzyła”. Modlitwa została wysłuchana.😊

Dużym wsparciem były usłyszane różnego rodzaju informacje zwrotne, które nieraz nie były łatwe, ale ważne i konstruktywne. Możliwość mówienia o swoich trudnościach, emocjach (dzienniczek uczuć). Przed przyjazdem do Domu Nadziei nie potrafiłam w ogóle wyrażać siebie. Nie potrafiłam mówić nie. Nie wiedziałam, jak budować jakościowe relacje. Tego wszystkiego nauczyłam się w Ośrodku.

Myślę, że zarówno osoby, z którymi się leczyłam, ówcześni neofici i wszyscy terapeuci byli wartością dodaną w moim życiu. Szczególnie zapamiętałam terapeutkę Zosię Milkę. Towarzyszyła mi w najtrudniejszych momentach, kiedy rozwiązano rodzinę zastępczą. Terapeuta Andrzej Bąk, który zabierał mnie i innych na ciekawe wycieczki. Nie sposób nie wspomnieć o księdzu Bogdanie. Jego pasja do pracy z ludźmi jest nieoceniona. Zawsze będę szanować w nim to, że w kwestiach wiary dawał przestrzeń na osobistą więź z Bogiem. Nie jestem katoliczką, ale również jestem chrześcijanką i pomysł księdza Bogdana na utworzenie Ośrodka leczenia w połączeniu z wartościami chrześcijańskimi był bardzo trafiony. Osobiście uważam, że bez tego elementu terapia jest nieskuteczna. Jeśli chodzi o neofitów to duży wpływ na moje życie mieli Rafał i Marcin. Przyjaźnimy się od lat.

Zdaję sobie sprawę, że terapeutycznie byłam raczej przypadkiem, gdzie rokowania na ukończenie terapii były nikłe. Jakkolwiek skończyłam leczenie po planowanym terminie. Wtedy terapia w Ośrodku trwała około roku. Wydaje mi się, że w moim przypadku było to nawet 15 miesięcy. Musiałabym sprawdzić.

Nie wiem, jak wygląda terapia dzisiaj, ale na dzień przed zakończeniem mojego leczenia miałam dociążenie noszenia drelichu. To taki pomarańczowy (lub granatowy) kombinezon połączony z pracą fizyczną w ciągu dnia. Zostałam ogłoszona mistrzynią chodzenia w nim. Tak często podczas swojej terapii go nosiłam.

Bardzo trudne dla mnie było to, że po zakończeniu leczenia już jako prawie dorosła kobieta musiałam wrócić do Domu Dziecka. Moje relacje z rodzicami zastępczymi odbudowały się dopiero po kilku latach. Przebaczenie jest tutaj najważniejszym czynnikiem. Od momentu rozwiązania rodziny zastępczej odnowił ze mną kontakt mój biologiczny tata. Także nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło😊

W 2013 roku po kilku latach pracy zawodowej w Polsce wyemigrowałam za granicę. Od ponad 13 lat mieszkam w Irlandii. Od niedawna w nowym miejscu, w mieście Galway, ale planuję powrót do stolicy. Zdarza się, że czasami rozważam powrót na stałe do Polski. Kto wie.

Od wyjścia z Domu Nadziei zmieniło się bardzo dużo. Przede wszystkim nigdy nie wróciłam do brania narkotyków. Moje poczucie własnej wartości odbudowało się. Odbudowała się moja wiara w Boga. Odbudowały się ważne dla mnie relacje. Nauczyłam się planować dzień. Nauczyłam się rozmawiać z drugim człowiekiem. Mówić, ale też słuchać. Nauczyłam się takich może prozaicznych czynności jak sprzątanie, gotowanie, ale jakże potrzebnych.😊
Jest też wiele rzeczy, których uczę się do dzisiaj. Kształtowanie charakteru to proces.

Nie zawsze sobie radzę z trudnymi chwilami. Zdarzyło się na przestrzeni ostatnich 23 lat, że miałam przykładowo depresję. Życie pisze swoje scenariusze. Mam w swoim otoczeniu osoby, które mnie wspierają. Jestem chrześcijanką i należę do lokalnego kościoła. Dużo podróżuję i niedawno po wielu latach zdecydowałam się na swoja własną indywidualną psychoterapię. W Domu Nadziei miałam możliwość przepracowania tylko niektórych moich problemów.

Z tych niedalekich planów na przyszłość to urlop w Polsce. Będę mogła być między innymi na obchodach 30-lecia Domu Nadziei.😊
Z tych dalszych to zmiana miejsca zamieszkania. Może zmiana pracy. Czyli nowe wyzwania przede mną. Jestem dobrej myśli.

Co powiedziałabym osobie, która zastanawia się nad terapią, ale się boi? Że naprawdę warto. Jestem tego przykładem. Że życie tej osoby może nabrać kolorów. Może odkryć nowe pasje i żyć pełnią życia.

Przed podjęciem terapii byłam bardzo zagubioną, zakompleksioną młodą osobą, która nie wiedziała jak w konstruktywny sposób budować relacje z innymi ludźmi. Myślę też, że byłam bardzo dobra w użalaniu się nad sobą.

W trakcie i po terapii moja wiara w Boga odżyła. Dostałam dużo wsparcia od terapeutów, tych którzy się leczyli i neofitów. Nauczyłam się nowych sposobów radzenia sobie z trudnościami. Otworzyłam się na innych ludzi.

Życzę Fundacji Dom Nadziei tego, żeby jak najwięcej osób leczących się mogło kończyć terapię z sukcesem. Nie orientuję się jaka jest sytuacja finansowa Ośrodka, ale również życzę, żeby wszystkie potrzeby materialne były zaspokojone. I dużo zdrowia, bo tego wszyscy potrzebujemy. 😊

Ta droga nie była łatwa. Ale Twoja przeszłość nie determinuje przyszłości. I pomagając innym pomagasz też sobie. Oczywiście z pomocą Pana Boga.

Dom Nadziei to naprawdę miejsce, które daje nadzieję. Jestem wdzięczna Panu Bogu, że miałam przywilej ukończenia tu terapii. Pozdrawiam.

Zapraszamy do wspólnego świętowania 30-lecia Domu Nadziei już 13 września. 🥳

Napisz komentarz

Może Cię zainteresować

Bez kategorii

Piątek na ściance wspinaczkowej

Młodzież spędziła zeszły piątek aktywnie na ściance wspinaczkowej. Było pełno było emocji, uśmiechów i nowych wyzwań. Wyjście zostało ufundowane przez rodziców, za co ogromnie dziękujemy! A tu zdjęcia!

Bez kategorii

Twoje 1,5% ma znaczenie

Kochani, zwracamy się do Was z serdeczną prośbą Przekazując 1,5% podatku na fundację Dom Nadziei (KRS: 0000038254), wspieracie młodych ludzi zmagających się z uzależnieniami. Naszą misją jest pokazać im świat wolny od używek i pomóc odzyskać równowagę, poczucie bezpieczeństwa oraz nadzieję na lepszą przyszłość. Twoje 1,5% naprawdę ma znaczenie Będziemy ogromnie wdzięczni za każdy komentarz, polubienie lub udostępnienie — to wielka pomoc w dotarciu z naszym apelem do kolejnych osób. Dziękujemy, że jesteście częścią tej misji!

Przejdź do treści
Logo Fundacji Dom Nadziei
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.