32 286 06 23

30 na 30 odc. 7

„30 na 30” to cykl 30 historii podopiecznych Domu Nadziei, którzy na przestrzeni 30 lat działalności Fundacji skorzystali z naszej pomocy. Niektórzy z nich pokażą się czytelnikom, inni chcą pozostać anonimowi.

Dla nas najważniejsze jest by pokazać Wam, że nadzieja, którą siejemy w tych ludziach przynosi piękne owoce. 🍓🍒🍎

Zapraszamy do lektury.

Odcinek 7 Gabriela

Mam na imię Gabriela. Do Domu Nadziei trafiłam we wrześniu 2020-ego roku, miałam wtedy 19 lat.

Moja historia z substancjami zaczęła się gdy miałam 12 lat. Przed terapią miałam duże problemy z relacjami z najbliższymi, nie dogadywałam się z moją rodziną. Moje relacje towarzyskie opierały się tylko na narkotykach, wszystkie inne sabotowałam i odrzucałam. Czułam się bardzo samotna i równocześnie odczuwałam lęk przed bliskością.

W wieku 18 lat wyprowadziłam się z domu, rok później rzuciłam szkołę, a pół roku przed terapią rozstałam się z chłopakiem, myślę że ten ciąg zdarzeń to była równia pochyła do próby samobójczej, o której nikomu nie powiedziałam.

Mama namawiała mnie na zgłoszenie się do ośrodka już dłuższy czas, ale dopiero po tej sytuacji naprawdę się wystraszyłam i można powiedzieć, że poddałam.

Długo zwlekałam z pójściem po pomoc ze względu na to, że bagatelizowałam mój problem. Byłam przekonana, że zostanę wyśmiana, że ludzie pomyślą że wymyślam. Czułam wstyd.

O Domu Nadziei dowiedziałam się od Mamy jednej z Neofitek.
Moje przyjęcie odbywało się w porze obiadowej i w sumie od razu weszłam na jadalnie. Jak usiadłam przy stole, to miałam wrażenie że obserwuję rodzeństwo, które je razem posiłek. Byłam bardzo wystraszona, czułam się nieswojo. To nie był też spokojny czas dla społeczności i w ten sam wieczór miałam ochotę uciekać i prosiłam żeby terapeuci dali mi wypis. Na szczęście przeczekałam ten czas i gdy moje emocje opadły, to zaczęłam się oswajać.

O dziwo trudna dla mnie była rozłąka z rodziną, spędziłam pierwsze Boże Narodzenie i Wielkanoc poza domem. Niestety w tym czasie odwiedziny trwały bardzo krótko i u mnie każde kończyły się płaczem.
Na początku ciężko było mi ze względu na ilość ludzi dookoła, byłam przyzwyczajona do mieszkania samej i czułam się nieswojo. Przez obostrzenia związane z covidem, wyjścia poza teren Domu też były ograniczone, przez co czułam się jakby wszystko mnie „omijało”.
W terapii największą trudność sprawiało mi otwarcie się i opowiadanie o sobie, bez udawania. Bałam się oceny i chciałam cały czas robić dobre wrażenie, spełniać oczekiwania, mówiłam to co wszyscy chcieliby usłyszeć.

Czułam się coraz bardziej bezpiecznie i gdy zobaczyłam, że rozklejam się i pokazuje swoje, w moim mniemaniu, najgorsze strony i mimo tego dalej Społeczność i Terapeuci są ze mną i darzą mnie sympatią, to mój wstyd się uciszył. Myślę, że wtedy poczułam prawdziwą motywację do terapii, bo to była po prostu ulga i nie chciałam wracać do tego zamknięcia i frustracji.

Przez całe moje życie nie dostałam tyle bliskości i zrozumienia. Nawet jak coś zawalałam, to nie byłam odrzucana i to było najcenniejsze dla mnie w terapii.
Teraz patrząc z perspektywy czasu każda osoba z Domu Nadziei miała ogromny wpływ na mnie. Najbardziej zapadło mi w pamięć to jak dostawałam informacje zwrotne od Moniki i Sebastiana, mimo że często mi się nie podobały i były dla mnie trudne, to po chwili złości dawały mi dużo do myślenia i nie czułam jakby były przeciwko mnie, a w przeszłości miałam ogromny problem z przyjmowaniem krytyki. Od mojego terapeuty prowadzącego Marcina, dostałam dużo cierpliwości i troski, czego potrzebowałam żeby się otworzyć. Bardzo ciepło wspominam Pana Irka, dzięki jego kuchni i serdeczności szybko się zadomowiłam i tam najbardziej lubiłam spędzać czas.

Zaraz po opuszczeniu ośrodka, zapisałam się do szkoły policealnej i na kurs prawa jazdy. W tym samym czasie miałam dwie prace. Relacje z rodziną, zwłaszcza z moją Mamą, dalej nie były łatwe, zwłaszcza że wypisałam się z Domu Nadziei na własne życzenie, nie kończąc terapii. Bardzo bałam się nowego życia i próbowałam wszystko zagłuszyć obowiązkami i rozwijaniem się na różnych płaszczyznach. Przez to, rozsypałam się parę miesięcy przed maturą i zaczęłam terapię indywidualną.

Powoli zaczęłam się odnajdywać. Po zdanej maturze, mimo ogromnego strachu i poczucia że się nie nadaję, zapisałam się na studia, które właśnie kończę. W ciągu tych trzech lat zdążyłam się zaręczyć, trzy razy zmienić pracę, przeprowadzić do innego miasta, wrócić do miasta rodzinnego i urodzić córeczkę. Nie czuję się już samotna. Mam bardzo ciepłe relacje z moją rodziną, specjalnie wynajęłam mieszkanie blisko nich, a kiedyś pragnęłam trzymać się na dystans. Jestem w wyjątkowej relacji z moim Narzeczonym, która jest ciągła lekcją i motywuje mnie do pracy nad sobą. Mimo trudności, przez większość czasu udaje mi się jej nie sabotować, co jest ogromną zmianą.

W Domu Nadziei nabrałam pewności siebie. Tak naprawdę odkryłam swoje wartości. Od tamtej pory cenię sobie spokój i wolność, nie jestem uwięziona przez uzależnienie. Wcześniej nie przyszłoby mi do głowy, że takie życie będzie mi sprawiać satysfakcji, bo bałam się nudy, rutyny. Słuchanie i wspieranie innych nauczyło mnie empatii i cierpliwości, co jest ogromnym zasobem w byciu rodzicem.

Dalej miewam ciężkie chwile. Mam wrażenie że odkąd jestem mamą, to non stop pojawiają się powody do obaw, lęków. Ciągle coś wymaga ode mnie wyrzeczeń. Ale mimo ich kalibru, mam wrażenie, że radzę sobie dużo lepiej. Przede wszystkim dzięki wsparciu bliskich. Dużo daje mi terapia z Moniką, pozwala na poukładanie sobie w głowie. Cały czas uczę się odpoczywać i dbać o siebie, co jest bardzo ważne w trudnych momentach. Ostatnio skupiam się na tym, żeby doceniać to co mam i szukać codziennie powodów do wdzięczności. Mimo że brzmi jak banał, to naprawdę jest tak, że z czasem zapomina się o tym, że jeszcze niedawno nie miało się nic.

Dalej czuję że mam dużo do zrobienia. Moim priorytetem jest rodzina i chcę dać od siebie wszystko jako Mama. Jeśli chodzi o cele, to we wrześniu planuję się obronić i zakończyć przygodę ze studiami. Bardzo chciałabym mieć swoje mieszkanie. No i dalej nie mam prawa jazdy, ale to cały czas odkładam na później 🙂

Wiem, że pierwszy krok jest trudny. Terapia jest na początku męcząca i nieprzyjemna, ale moim zdaniem warto zawalczyć o siebie.

Nigdy nie czułam takiego komfortu jak teraz. Czasami jak przypominam sobie czas sprzed terapii, to jestem wdzięczna że już nie muszę się tak czuć. Nie chciałabym zamienić nawet najgorszego dnia w moim trzeźwym życiu, na najlepszy w czynnym uzależnieniu.

Życzę terapeutom, pracownikom, neofitom i wszystkim związanym z Fundacją, aby dobro i ciepło, które dajecie, wracało do Was każdego dnia.

Niedokończenie terapii było ryzykiem i kosztowało mnie dużo strachu. Cieszę się, że wykorzystałam szansę, którą dostałam.
Chciałabym życzyć wszystkim pacjentom, którzy przebywają teraz w Domu Nadziei wytrwałości i sukcesów w terapii.

Zobacz film z historią Gabrieli TUTAJ.
W filmie wykorzystaliśmy ujęcia z naszej wyprawy kajakowej. 😉

Napisz komentarz

Może Cię zainteresować

30 na 30

30 na 30 odc. 8

”30 na 30” to cykl 30 historii podopiecznych Domu Nadziei, którzy na przestrzeni 30 lat działalności Fundacji skorzystali z naszej pomocy. Niektórzy z nich pokażą się czytelnikom, inni chcą pozostać anonimowi. Dla nas najważniejsze jest by pokazać Wam, że nadzieja, którą siejemy w tych ludziach przynosi piękne owoce. 🍓🍒🍎 Zapraszamy do lektury. Odcinek 8 Julia Nazywam się Julia, trafiłam do Domu Nadziei w roku 2014, miałam wtedy 16lat. Byłam bardzo pogubioną nastolatką, niestety życie nie traktowało mnie ulgowo, różne traumatyczne wydarzenia pchnęły mnie w stronę uzależnienia. Moja historia z narkotykami i alkoholem zaczęła się bardzo wcześnie ponieważ już w wieku 14 lat.

30 na 30

30 na 30 odc. 6

”30 na 30” to cykl 30 historii podopiecznych Domu Nadziei, którzy na przestrzeni 30 lat działalności Fundacji skorzystali z naszej pomocy. Niektórzy z nich pokażą się czytelnikom, inni chcą pozostać anonimowi. Dla nas najważniejsze jest by pokazać Wam, że nadzieja, którą siejemy w tych ludziach przynosi piękne owoce. 🍓🍒🍎 Zapraszamy do lektury. odcinek 6 Michał Jestem Michał, trafiłem do ośrodka jak miałem bodajże 18 lat.

30 na 30

30 na 30 odc. 5

”30 na 30” to cykl 30 historii podopiecznych Domu Nadziei, którzy na przestrzeni 30 lat działalności Fundacji skorzystali z naszej pomocy. Niektórzy z nich pokażą się czytelnikom, inni chcą pozostać anonimowi. Dla nas najważniejsze jest by pokazać Wam, że nadzieja, którą siejemy w tych ludziach przynosi piękne owoce. 🍓🍒🍎 Zapraszamy do lektury. odcinek 5 Karolina O MNIE :*Nazywam się Karolina, 13 listopada kończę 25 lat. Od prawie 4 lat jestem honorową neofitką. Do Domu Nadziei trafiłam 27 grudnia.2017r. i miałam wtedy 17 lat. Niestety z terapii zrezygnowałam na początku lipca 2018r. 2 tygodnie przed pełnymi siedmioma miesiącami terapii.

Przejdź do treści
Logo Fundacji Dom Nadziei
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.